Home > Wywiady > Alicja Rudnicka: Siła kobiet zależy tylko od nich

Alicja Rudnicka: Siła kobiet zależy tylko od nich

Porzuciła korporację, by spełnić swoje marzenie. Alicja Rudnicka stworzyła ogólnopolską platformę rozwoju osobistego i zawodowego dla kobiet “Szpilki po godzinach”, która skłania panie, by czerpały z życia pełnymi garściami. W rozmowie z nami opowiedziała o początkach projektu, trudnościach, z jakimi borykają się polskie biznesmenki oraz determinacji, która potrafi przenosić góry.

Zanim stworzyła Pani „Szpilki po godzinach” i „Szpilki w biznesie”, czyli platformy rozwoju osobistego i zawodowego dla kobiet, pracowała Pani jako menadżerka. Korporacyjny gorset od początku za bardzo Panią uciskał, czy chęć pójścia własną drogą przyszła z czasem?

Zawsze wiedziałam, że chcę założyć swoją firmę, a pomysł na „Szpilki” był efektem szczęśliwego zbiegu okoliczności, na który złożyło się kilka kwestii. Po pierwsze, po 7 latach na etacie doszłam do przysłowiowego szklanego sufitu – uświadomiłam sobie, że pracując dla kogoś nie osiągnę już nic więcej. Bardzo lubiłam swoją pracę na stanowisku office managera, ale od tamtej pory nie mogłam już przestawić się na tryb korporacyjny i coraz intensywniej myślałam o tym, co robić dalej.

Poszukując rzeczy, które lubię i chciałabym robić, przypomniałam sobie o… makijażu. Kiedyś wykonywanie ich, oczywiście całkowicie amatorsko, było moją pasją i najwyraźniej dobrze mi wychodziło, ponieważ wszystkie koleżanki korzystały z moich umiejętności. Uznałam, że pasja, którą w międzyczasie zepchnęłam na boczny tor, to dobry punkt wyjścia na drodze do własnej firmy.

Do tego, jak wspomniałam na początku, doszedł  szczęśliwy zbieg okoliczności. Moja wieloletnia przyjaciółka w tamtym czasie miała studio urody, więc powiedziałam jej, że chciałabym wrócić do robienia makijaży i wystartować z ofertą w jej studiu. Nasze spotkanie w tej sprawie skończyło się burzą mózgów i wybuchem euforii, które doprowadziły do powstania Szpilek po godzinach.

Kiedy powstały „Szpilki po godzinach” i jak długo Pani prowadzi ten projekt?

Nieco ponad trzy lata – oficjalne otwarcie naszego lokalu nastąpiło 8 marca 2012 roku. W grudniu 2011 miałyśmy pierwsze spotkanie, na którym powstał zalążek pomysłów, w lutym wynajęłyśmy lokal, a na początku marca odbyło się pierwsze, otwarte spotkanie „Szpilek po godzinach”. Wtedy stawiałyśmy głównie na wydarzenia na miejscu, jednak potem moja wspólniczka urodziła drugie dziecko i postanowiła oddać się macierzyństwu, a nasze drogi się rozeszły. Już na początku pojawiły się także pierwsze duże eventy i okazało się, że właśnie w ich organizacji czuję się najlepiej, dlatego kiedy zostałam sama postanowiłam, że skupię się na nich. Idea Klubu Szpilek po godzinach rozwinęła się z czasem.

Początki „Szpilek” były kosmetyczne, ale dziś są czymś zupełnie innym.

Tak, chociaż wciąż krążą wokół tematów związanych z urodą. Od początku chodziło nam o to, żeby kobiety zadbały o siebie i znalazły czas na realizację własnych potrzeb i pragnień. To przejawia się zarówno w dbaniu o wizerunek zewnętrzny, jak i rozwoju kompetencji oraz emocji i relacji z najbliższymi.

Najpierw otworzyłyśmy lokal łączący studio urody z przestrzenią rozwoju dla kobiet. W jego ramach uczestniczki mogły zadbać o swój wizerunek przez makijaż lub dobór stylizacji oraz brać udział w spotkaniach rozwojowych. Decyzja o tym, którą drogą zechcą pójść była całkowicie dobrowolna, oferta była tak skonstruowana żeby Panie miały możliwość wyboru.

„Szpilki po godzinach” rozwinęły się w dużą platformę. Jakie obecnie wydarzenia odbywają się w ramach projektu i ile osób w nich uczestniczy?

Mamy około 7 tysięcy fanów na Facebooku, a na każdym dużym wydarzeniu jednorazowo pojawia się od 300 do 500 kobiet. Do tej pory, czyli w ciągu 3 lat, odbyło się 14 edycji większych wydarzeń i kilkadziesiąt jak nie kilkaset mniejszych. Kilka razy w miesiącu organizowane są kameralne spotkania w ramach Klubu Szpilek po godzinach. Obejmują rozwój osobisty, wizerunek zewnętrzny, dbanie o swoje i potrzeby oraz rozwój kobiecych firm i biznesów. Z moich podsumowań wynika, że do tej pory w naszych wydarzeniach wzięło udział około 6 tysięcy kobiet z Warszawy i okolic.

Eventy są typowo lokalne, czy uczestniczki pochodzą z całej Polski?

Na razie działamy lokalnie, ale mam ambicje, żeby rozwinąć firmę na skalę ogólnopolską, choć to duży krok. Wiem jakie trudności potrafi sprawiać organizacja spotkań w Warszawie, a gdy wyobrażam sobie, co będzie się działo w innych miastach siłą rzeczy mam wątpliwości. Mimo to bardzo zależy mi na dotarciu do pań w  różnych zakątkach Polski, co do pewnego stopnia już się udaje. Zarówno na dużych, jak i mniejszych eventach pojawiają się uczestniczki z całego kraju , które na kilkugodzinne spotkania potrafią przyjechać z Siedlec, Łodzi, Lublina a nawet z Tarnowa! To  jest bardzo budujące i pokazuje, że istnieje zapotrzebowanie na takie wydarzenia w całej Polsce.

Ze „Szpilek po godzinach” rozwinęły się „Szpilki w biznesie”. Co różni obie inicjatywy?

Szpilki po godzinach to przestrzeń dla wszystkich kobiet. Zgodnie z nazwą, spotkania dotyczą czasu wolnego od pracy i obowiązków rodzinnych. Każda z nas potrzebuje prywatnej chwili oddechu, którą możemy przeznaczyć na dbanie o siebie lub po prostu robienie tego, na co mamy ochotę. I właśnie o to chodzi w spotkaniach organizowanych w ramach „Szpilek po godzinach”. Bardzo cenię sobie te kontakty i energię, którą wyzwalają.

Podobną formułę mają „Szpilki w biznesie”, przy czym te spotkania są skierowane do kobiet prowadzących własne firmy. Ich uczestniczki są przeważnie na początku biznesowej albo dopiero myślą o rozpoczęciu działalności. W grupie podobnych sobie łatwiej znaleźć wsparcie i rozwiać wątpliwości dotyczące wszelkich kwestii związanych z prowadzeniem biznesu na własną rękę. Organizacja takich spotkań nie była planowana od początku, ale rozwój w tym kierunku stał się naturalny gdy okazało się, że połowa z pań należących do naszej społeczności ma własne firmy .

W czym mogą pomóc takie inicjatywy, jak „Szpilki po godzinach”? Czy jest to przede wszystkim sposób na miłe spędzenie wolnego czasu, czy też sposób na znalezienie w sobie chęci do działania, poszukiwania nowych ścieżek życiowych?

Kobiety, do których trafiają moje działania, chcą brać od życia więcej. Moim celem i misją jest, by je do tego zachęcić. I nie chodzi o to, żeby były supermenkami, ideałami  i spełniały się perfekcyjnie we wszystkich rolach, bo żadna z nas taka nie jest. Chciałabym zachęcać kobiety do odnajdywania w  sobie chęci do zmiany na lepsze życia, którego koleje dziś uznają za oczywiste.

Każda z nas powinna mieć poczucie wewnętrznej spójności, nie tylko biznesmenką, ale także mamą, która podjęła świadomą decyzję –  a świadomość to w tej sytuacji słowo-klucz – żeby zostać w domu i opiekować się dzieckiem. Ta decyzja oczywiście może się zmienić, ale najważniejsze jest dotarcie do własnej,  wewnętrznej prawdy.  I właśnie dzięki tym spotkaniom, inspiracjom oraz możliwości przejrzenia się w lustrze innych kobiet możemy odnaleźć w sobie tę spójność.

Wcześniej wspomniała Pani o szklanym suficie, który ograniczał Panią  w pracy.  Czy według Pani ambicje kobiet w Polsce są hamowane przez męskie otoczenie? A może to my same narzucamy sobie ograniczenia?

Nie doświadczyłam przeszkód w zawodowym rozwoju związanym z płcią, a  wszystkie rzeczy, które osiągnęłam, zależały ode mnie. Weźmy na przykład pod uwagę podwyżki – jest wiele kobiet, którym po prostu brakuje odwagi, żeby o nie zapytać, a mężczyźni nie mają takich trudności. Problem tkwi w nas samych i w powszechnych stereotypach, a nie w tym, że to społeczeństwo nie pozwala nam się rozwijać. Oczywiście są pewne różnice – mężczyźni mają chociażby większe przyzwolenie na robienie kariery.

Z drugiej strony, w korporacji kobiety często ze sobą konkurują, a mężczyźni wyzwalają inne emocje, ale to nie może być wymówką dla braku awansu czy trudności w zawodowym rozwoju.  Jeżeli kobieta jest wykształcona, ma odpowiednią wiedzę, kompetencje interpersonalne, potrafi siebie sprzedać, jest konsekwentna, zdeterminowana i nie boi się mówić o trudnych rzeczach nic nie stoi na przeszkodzie, żeby osiągnęła sukces. Myślę, że często same sprowadzamy się do roli tej płci, która mniej może, co wcale nie jest prawdą.

W takim razie jak ocenia Pani porzucenie stabilnej pracy na rzecz projektu, który może się rozwinąć w dowolną stronę i wymaga nie tylko ogromnego zaangażowania, ale też podjęcia pewnego ryzyka?

Z pewnością nie jest tak, że konsekwencje raz podjętej decyzji są zero-jedynkowe. Często miewam myśli pełne znaków zapytania, zwłaszcza w momentach kryzysowych. Prowadzenie własnej firmy jest trudne, trzeba mieć dużo kompetencji i cierpliwości. Ja przy tej okazji na stałe włączyłam do słownika słowo „determinacja”, bo bez niej cała wiedza i umiejętności mogą nic nie znaczyć.

Czy jakieś z problemów, które pojawiły się na początku, szczególnie Panią zaskoczyły?

Początkowo  miałam spore problemy na przykład z organizacją czasu pracy. Wpadłam we własną pułapkę, bo przekonana o swoich zdolnościach organizacyjnych nie przewidziałam, że mogę mieć z tym problem we własnej firmie. Okazało się, że gdy nie wychodzę do biura mam trudności z łączeniem pracy w domu z innymi obowiązkami, a odnalezienie właściwego rytmu i proporcji wymagało dużo pracy.

Kolejną rzeczą było uświadomienie sobie, że praca na własny rachunek oznacza, że teraz w mojej osobie skupia się kilka, a nawet kilkanaście stanowisk, włącznie z szefem, który powinien być mądry i wymagający. Konieczna była dyscyplina przy rozdziale zadań, a więc wyznaczenie sobie, kiedy przypada czas na poszczególne obowiązki.

Inną kwestią były problemy wynikające z konfrontacji oczekiwań z rzeczywistością. Gdy szpilki powstawały, byłyśmy pełne entuzjazmu  i wpadłyśmy w stan z rodzaju „otwieramy własną firmę, będzie bajkowo, mamy świetny pomysł, bo takiej przestrzeni wcześniej nie było, a tłumy kobiet będą ściągać pod nasze drzwi”.

Rzeczywistość była taka, że na początku zupełnie nikt nie zwrócił na nas uwagi, bo nie miałyśmy żadnej reklamy ani marketingu. Gdy człowiek nastawia się pozytywnie do jakiegoś przedsięwzięcia,  a później wciąż dostaje sygnały świadczące o tym, że sprawy idą nie po jego myśli, zaczyna się zastanawiać, czy to był dobry krok. Wtedy to bardzo nam ciążyło, ale gdy zaczęłyśmy wychodzić z ofertą do innych kobiet-biznesmenek okazywało się, że wszystkie mamy bardzo podobne doświadczenia. Byłyśmy przekonane, że niepowodzenia dotykają tylko nas, a inne przedsiębiorcze kobiety funkcjonują świetnie. Kiedy dotarło do mnie, jak wiele pod tym względem nas łączy, poczułam ogromną ulgę .

Ta świadomość do pewnego stopnia stała się podwaliną do stworzenia „Szpilek w biznesie”. Pierwsze spotkania służyły tak naprawdę temu, żeby się wygadać i okazało się, że jest na to ogromne zapotrzebowanie. Na rynku jest spora oferta spotkań biznesowych, a więc takich, na których trzeba ładnie wyglądać i mówić, ale nie ma miejsca na mówienie o problemach. Kiedy spotykamy się w kameralnym gronie i dziewczyna słyszy, że 15 osób z 20 ma ten sam problem, co ona od pół roku, to najzwyczajniej odczuwa ulgę i zaczyna patrzeć na niego z innej perspektywy.

W takim razie spotkania w ramach “Szpilek” można nazwać pewną formą psychoterapii?

Coś w tym jest. Wszyscy wiedzą, że w świecie biznesowym również są problemy, ale nie ma przyzwolenia na to, żeby o nich mówić, bo to byłoby oznaką słabości. Nie wiem, jak to wygląda z męskiej perspektywy, ale kobiety wstydzą się przyznawać do błędów i trudności na forum, a takie kameralne spotkania, odbywające się w atmosferze zrozumienia, sprzyjają wyznaniom.

Czyli gdybym chciała zapytać Panią o rady dla kobiet na początku biznesowej drogi, jedną z nich byłoby „Nie udawać siłaczki za wszelką cenę?”

Tak, to jest bardzo ważne. Nikt nie jest supermenem i każdy potrzebuje w życiu równowagi. Są sprawy łatwe i trudne, takie, które nas dołują  oraz te, które unoszą nas do góry. Na drodze do sukcesu własnej firmy zawsze pojawiają się trudności, które trudno pokonać w pojedynkę. Trzeba mieć swojego mentora lub przynajmniej osobę, która rozumie nasze problemy. Jednym z moich była utrata kontaktu ze starymi znajomymi, których znałam z poprzednich firm – po prostu przestałam mieć o czym z nimi rozmawiać. Oni mieli zupełnie inne problemy i nie rozumieli moich. Warto szukać grup, które łączą te same bolączki, bo świadomość, że nie jesteśmy same, bardzo pomaga.

Co motywuje Panią do działania?

Mnie motywują sukcesy. Największą satysfakcję daje mi duży, udany event, który wyjdzie dobrze, choć niekoniecznie perfekcyjnie – tego już się oduczyłam. Cieszy mnie, gdy zjawia się dużo ludzi, a na mojej skrzynce pojawiają się maile z podziękowaniami. To mnie motywuje i pozwala mówić „jest dobrze, robię to dalej”.

Drugą motywująca rzeczą jest moja wewnętrzna satysfakcja. Cenię sobie rozwój, dlatego cieszę się, że mogę prowadzić tę firmę i robić to, na co pozwala mi wyobraźnia. Wiem, że wszystko zależy ode mnie, jestem wolna i że właśnie o to chodziło, gdy postanowiłam rzucić pracę u kogoś.

Niezwykle motywują mnie też kobiety, które wracają do mnie z informacją, że dzięki moim działaniom udało się im coś zmienić/osiągnąć/stworzyć. To niesamowite uczucie mieć świadomość, że robi się coś nie tylko dlatego, że się to lubi, nie tylko dla zysku i własnej satysfakcji, ale dla innych ludzi.

Warto przeczytać

Jak sprzedać kota w worku? Dominka Płuza to wie

Chcę, aby każdy z klientów – zarówno człowiek, jak i kot, był zadowolony – mówi …

Jeden komentarz

  1. Sukces to najlepsza motywacja! Ale trzeba pamiętać o tym, że porażki są też wartościowe, bo dzięki nim wiemy jakich działań unikać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *